10 maja 2020

Co dwa koty to nie jeden


Andrzej i Wandzia - dwa różne koty, zupełnie różne. Z wyglądu i charakteru.  Ale uwielbiają lenistwo (jak wszystkie koty), słońce (Andrzej w tym króluje) i miękkie poduszki i kocyki (Wandzia).


Odkąd Wandzia jest z nami ( a to już sporo ponad rok) nie mogę się nadziwić temu, jak koty mogą się różnić. Wandzia do tej pory potrafi mnie zaskoczyć swoim zachowaniem, mimo że przecież Andrzej jest z nami o ile dłużej i wydawać by się mogło, że różne zachowania kotów nie będą mi obce.


Andrzej bezbłędnie pokazuje nam kto rządzi - np. gdy leży na kołdrze to człowiek nieźle musi się namęczyć żeby się tą kołdrą przykryć... Wiecie, takie spojrzenie w stylu: "zostaw to moje, ja tu leżę, nie przeszkadzaj". Chętnie też zajmuje krzesła - ostatnio pracując przy stole musiałam niemal wisieć na krześle, lekko przysiadając bo król Andrzej akurat wybrał krzesło do leżenia, a że to akurat było krzesło zajęte przeze mnie... Andrzej jest nieugięty i ma charakterek.



Zachowuje się i wygląda jak król lew. Podziwiać go można, dotykać nie bardzo. Wandzia za to oddaje nam to z nawiązką. Bo pierwsza do głaskania i miziania - ona niemal sama się głaszcze o rękę. Podchodzi, ociera, przytula - dla niej to jest sens życia.


Razem tworzą koci duet, idealny jak dla mnie. Uzupełniają się wzajemnie, cieszę się że są razem z nami oboje, bo dzięki Wandzi poznałam inne oblicze kotów - takie bardziej proludzkie ;) A Andrzej to typowy kot, król domu. Teraz już nie pamiętam jak to jest mieć jednego kota w domu. Pewnie każdy, kto ma koty (nawet więcej niż dwa) powie dokładnie to samo.




Pozdrawiamy serdecznie!

30 kwietnia 2020

Kwiecień #4

Minął kwiecień. Właściwie to nawet nie ma co podsumować, gdyż od dłuższego czasu dni wyglądają niemal tak samo. Nadal, mimo tego, że większość spędzamy w domu ja czasu mam jakby mniej. Zanim zdjęcia, przypomnę że poprzednie, nuuudne miesiące - są tutaj - styczeń, luty i marzec.

 Andrzej i Wandzia coraz częściej czas spędzają tak. Myślę, że powinnam już uznać to za normalność - co prawda takie sytuacje cały czas "aranżuje" Wandzia, bo to ona przychodzi do Andrzeja, a nie odwrotnie. 
 

Ale Andrzej już nie odchodzi, nie przesuwa się, nie wstaje - chyba nawet takie przytulenie całkiem mu się podoba. Wiadomo, w towarzystwie raźniej.


A tak piszemy bloga -razem. Jest i Andrzej i Wandzia.


I leniwe wieczory. Na kolanach co prawda ani Andrzej ani Wandzia nie siedzą (oboje są zupełnie niekolankowi), ale zawsze tuż obok, po jednej i drugiej stronie, czasem obok siebie.




A kto nie widział jak Andrzej, domowy kot, upolował mysz - to zapraszam do zajrzenia do poprzedniego posta. Tak jak spoglądam na niego to ciężko uwierzyć.  To prawda, że w każdym kocie drzemie uśpiony instynkt. Kociej natury nie oszukasz. Koty polują




Pełen relaks na słońcu. Andrzej uwielbia słońce, Wandzia czasem wybiera bardziej zacienione miejsca.


I na dobry wieczór - lampka wina i kot. Idealnie, prawda?


Miłego dzisiejszego dnia i nadchodzącego majowego weekendu. Pewnie będzie nieco inny nie poprzednie weekendy majowe - my np. planowaliśmy (razem z kotami oczywiście!) majówkę nad morzem. Ale co się odwlecze... Pozdrawiamy!


23 kwietnia 2020

Kocia natura

Dziś na tapecie kocia natura i instynkt - czyli polowanie na żywe stworzenia. Na początek przypomnę i zachęcam do zajrzenia do poprzedniego posta w tym temacie, który wiele wyjaśnia. Post tutaj: Andrzej poluje


Zdania od tamtego czasu nie zmieniałam - popieram małe, kocie "polowania" na muszki, komary, mrówki,nawet na koniki polne - ale polowaniom na większe stworzenia - czyli na ptaszki i myszki mówię stanowcze nie! Wiem, że taka kocia natura, ale mimo wszystko polowanie i koty domowe zupełnie mi do siebie nie pasują. Poza tym domowemu kotu łatwo zapewnić różne atrakcyjne polowania na piłeczki, pluszowe myszki, papierki, itd - kot zawsze chętnie pobiega za czymś co przed nim ucieka i to coś wcale nie musi być żywe.


I Andrzej i Wandzia (na całe szczęście) nie są kotami wychodzącymi i nie mają możliwości takich polowań. Owszem, obserwują ptaszki w karmniku u sąsiada, czy na parapecie za oknem - ale to taka kocia telewizja, zupełnie bez ofiar. Andrzej miał rożne przygody, o czym też pisałam na blogu. Były upolowane ptaszki i mysz. Raczej jednorazowe incydenty, bo nie ma gdzie i na co polować. Ogródek jest niewielki i poza wyschniętą trawą (eh...) nie ma tam nic - żadnych krzaczków, drzew, karmnika.


Aż tu nagle, wczoraj, Andrzej nagle wpadł do domu z czymś w pysku i zadowolony, dumny z siebie położył na podłodze....


To była mała myszka polna. Prawie jak nasz chomik, tylko z ogonkiem. Leżała nie ruchomo. Andrzej trącał ją łapką, Wandzia też.


Po chwili myszka (na całe szczęście) się ruszyła i zaczęła uciekać. Andrzej i Wandzia za nią! Powiem Wam że się działo! Wielkie poruszenie!


Chyba najbardziej bałam się, że ta mysz gdzieś się schowa (a wcale nie chcę by jakaś mysz, nawet najsympatyczniejsza) buszowała po domu). Ale też nie chciałam by koty ją zabiły - przecież to żywe stworzenie, po za tym zabijanie na oczach małych dzieci, nawet jeśli to "naturalne" odruchy zwierząt - nie jest potrzebne.


Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. 


Jeśli martwicie się o tą małą myszkę to nie ma powodu - udało się ją złapać do miski i wynieść z domu.Przeżyła i bezpiecznie znalazła się na łące poza zasięgiem kotów. Jak nie wejdzie więcej na ogródek (ta lub inna mała mysz) to ani Andrzej ani Wandzia są nieszkodliwi.


Oczywiście za taką "zdobycz" dostali przysmaki. Andrzej może być z siebie dumny - upolował mysz i przyniósł ją do swoich ludzi, zapewne jako dowód wdzięczności za dom i opiekę. A może po to by pokazać jaki jest waleczny. W każdym razie upolowaną ofiarę złożył u stóp swoim sługom - chyba mogę czuć się doceniona przez swojego kota?😊


Oby takich sytuacji i polowań nie było więcej! Kocia natura kocią naturą, ale - chciałoby się powiedzieć - drogi Andrzeju i droga Wandziu - polujcie proszę na zabawki. Pozdrawiamy!




17 kwietnia 2020

Prawie weekend

Z okazji piątku i kolejnego kończącego się tygodnia (chyb teraz bardziej czekam na weekendy)
kilka zdjęć zrelaksowanych, wypoczywających kotów. 


Koty mają łatwiej - nie czytają "internetów" więc nie wiedzą co w wielkim i tym całkiem bliskim nam świecie piszczy... A pozmieniało się życie, wywróciło do góry nogami. Ale nie ma co narzekać, bo tego wszędzie też w nadmiarze.



I Andrzej, i Wandzia najchętniej czas spędzają w ogródku. Tylko pojawi się słońce na trawie, to już oboje stoją pod drzwiami by im otworzyć. Sama też chętnie korzystam z wiosennego słońca, więc rozumiem.




Wandzia - mistrz baranków. Ona zaczepia tak nas, i Andrzeja. Każda okazja do kociego przytulenia jest dobra.


A tak miło oboje mnie zaskoczyli, akurat w same święte wielkanocne. Pierwszy raz razem, w jednej budce. A może nie pierwszy raz, ale ja po raz pierwszy ich tak zobaczyłam.


Wnioskuję, że tak jak zwykle - pierwszy był Andrzej a Wandzia do niego dołączyła. Ale on nie uciekł, nie wyszedł, tylko lekko się przesunął i spał. Miły widok.


Pozdrawiamy serdecznie i miłego, spokojnego weekendu życzymy!



7 kwietnia 2020

Kwiecień plecień

Ostatnio gdzieś widziałam zdanie - kwiecień plecień bo przeplata, a ty zostaniesz w domu aż do lata.. Mam jednak nadzieję że to wszystko co się dzieje w związku z koronawirusem skończy się wcześniej.


Andrzej i Wandzia też pewnie czekają na chwile spokoju. Ogólnie pewnie są zadowoleni - kuweta sprzątana na bieżąco, miseczki pełne, drzwi na ogródek czy balkon zgodnie z życzeniem otwierane. Do tego trochę zabawy, głaskania - idealnie.


Ale jednak ciągłe towarzystwo, zwłaszcza małych ludzi bywa męczące. Dzieci bawią się, krzyczą, biegają, śmieją, płaczą, skaczą... i tak już kilkanaście dni. Andrzej i Wandzia przyzwyczajeni są (a może byli) do zupełnie innego, spokojniejszego życia.


Teraz chwile błogiego wypoczynku często są przerywane. Wandzia zwykle wykorzystuje to na głaskanie i mizianie, a Andrzej, jak to Andrzej - lekko oburzony odwraca się ogonem i odchodzi.



Póki co korzystamy z pięknej, wiosennej pogody i niemal cały dzień spędzamy na zewnątrz. Pisałam już o tym, ale teraz bardzo doceniam nasz niewielki kawałek zieleni. Andrzej i Wandzia też ogródek uwielbiają, dla nich to takie rozszerzenie przestrzeni życiowej, myślę że bardzo potrzebnej. 


Po wielu godzinach spędzonych na powietrzu, zarówno Andrzej jak i Wandzia wieczorami odpoczywają. Wieczorami jest upragniona cisza i spokój. Niemal cała kanapa ich. Poduszki, kocyki.. co tylko kocia dusza zapragnie. 





W ogóle zauważyłam że z Wandzi jest niezła zadziora! Potrafi podejść, capnąć łapą Andrzeja i niewinnie czekać na to jak on zareaguje. A on zwykle reaguje - a to odda łapką, a to przegoni. A jej o to chodzi - lubi pobiegać i się bawić.



I nie narzekam zwłaszcza, że teraz, w obecnej sytuacji, są osoby które na prawdę mają trudniej. A moja praca z domu, razem z kotami i dziećmi nie jest zła. Sami zobaczcie. Może nie jest dużo zielonej trawy, ale koty przeszczęśliwe ( i ja i dzieci też). Czy każdy tu znajdzie dwa koty?


Pozdrawiamy serdecznie i dużo zdrowia życzymy! Trzymajcie się! Oby wszystko wróciło do normalności, bo chyba każdy już za nią tęskni?