18 września 2013

Koci kot

Albo Andrzej dorasta, albo tak bardzo się stęsknił,kiedy nas nie było.Wczoraj najpierw wpakował się na kolana do swojego pana - sługi. Sam, bez żadnego namawiania. Po prostu podszedł, położył się i leżał. Dał się nawet pogłaskać!




 Później przyszedł do mnie. Byłam taka szczęśliwa, że nie ruszyłam się dopóki sam nie zszedł. Musicie wiedzieć, że Andrzej to jest kot trochę niedotykalski. Na kolana nie przychodzi, głaskać za dużo się nie pozwala. Przytula się wtedy kiedy jest głodny, albo rano i wtedy kiedy on chce. A że za często to się nie zdarza wczorajszy "wybryk" sprawił mi wiele radości




 Później, kolejne zaskoczenie. Leżę sobie, czytam książkę a tuż obok mnie kładzie się Andrzej! Czyści sobie łapki,  słodko śpi, mruczy i się przeciąga - po prostu to co najbardziej kocie w moim kocie. Nie zniechęciła go do tego moja nieokiełznana radość i dużo flesza.Po prostu słodko spał.







 Ja się tak szalenie cieszę z tego. Fakt, Andrzej przychodzi w nocy spać do łóżka. Kładzie się w rogu i pilnuje żeby żadna stopa spod kołdry nie wyglądała ;) Ale przez sen to nie to samo.
Ociera się o nogi, mruczy, daje się przytulać, głaskać i całować ( a pewnie tego nie lubi, ale jak tu nie całować takiej kochanej mordeczki). Rzadko jednak zdarzają się takie chwile jak wczoraj :)


I jest jeszcze jedna rzecz, za którą muszę pochwalić mojego kota. Otóż wczoraj pięknie przyjął tabletkę na odrobaczanie. Tabletka była "utopiona" w odrobinie karmy, Andrzej powąchał i zjadł. Ostatnio tak różowo nie było ( może dlatego że była inna tabletka - gorzka i niedobra) Wtedy była walka i metody siłowe. Czasem tak bardzo potrafi mnie zaskoczyć.

19 komentarzy:

  1. Dzięki za odwiedziny i miły komentarz ! ;-)

    Kotka macie przecudownego, też nam się marzy taki rudzielec, ale nas ciągle nie ma w domu więc to zupełnie bez sensu...

    Może kiedyś ( kiedyś= nigdy) wybudujemy dom i dorobimy się kota;)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś się z kotami jesienią dzieje, że więcej kota w kocie. :) Andrzej jak zawsze cudny. My odrobaczamy za pomocą kropelek zakrapianych jak te na kleszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kropelki chyba dużo łatwiej niż tabletki, może następnym razem też tak spróbujemy :)

      Usuń
  3. Mój rudy też z tych niedotykalskich i wiem jak cieszą takie przytulaskowe chwile :-D
    Słodziak kochany z niego ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie, to standard, że koty się kleją, oblegają mnie aż zanadto, bo kolan za mało. Chociaż rzeczywiście ostatnio Ptyśka przesypia na mnie całe noce, co latem się rzadko zdarzało.
    Ale wiem, ile to radości z kocich różnych takich postępów, cieszę się wraz z Tobą. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zazdroszczę takich przytulasków, mam nadzieję że Andrzej z wiekiem też będzie lubił kolana coraz bardziej :)

      Usuń
  5. To super że tak się odblokował - to super uczucie jak kot przychodzi i daje się głaskać i przytulać. U mnie taką niedotykalską jest Tusia. Pozostałe są bardzo kochliwe ale najbardziej Rudzik :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego chciałabym mieć więcej kotów :) A Rudzik taki bardzo przytulak, bo wie, że go uratowałaś i lepszy świat podarowałaś :)

      Usuń
  6. Pestka jest taka niedotykalska ale za to Arbuz jest dotykalski za dwoje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaleta posiadania więcej niż jednego kota!

      Usuń
  7. a wiec wszystko jeszczce przede mna...maja tez nie przychodzi na kolana, ale jak spi w lozku z nami to juz jest sukces i jaka radosc, piekny andrzejek :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Idzie zima, czy co? A może po prostu Andrzej stwierdził, że skoro już Was ma to trzeba to wykorzystać... co się będą kolana marnować :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie wiadomo, co w tych kotach siedzi i kiedy da o sobie znać ;)...

    OdpowiedzUsuń
  10. Kota nie mam ale jestem miłośniczką czworonogów...a twój rudzielec jest bardzo ładny pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale Cudak! piękny jest, i ma takie wielkie oczy! <3
    Pozdrawiam!;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Z Lemonem i poddawaniem tabletki tak łatwo nie było. Początki były ok trochę wysiłku i jakoś szło. Jednak z czasem nauczył się rozpoznawać podawanie tabletki i żadne wymyślne sposoby nie dawały skutku. Kończyło się tak że 3 tabletki poszły w diabły a Lemon i tak jej nie połknął. Teraz co 3 mc biorę go do weta i po kłopocie ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy z Andrzejem za każdy komentarz i odwiedziny na blogu :)