7 września 2015

Zakazy

Zaczniemy tak: 
obrazek stąd

Bo pewnie w każdym domu w którym są koty są pewne zasady, które teoretycznie przez koty są przestrzegane. U nas - staram się pilnować żeby Andrzej nie spacerował po kuchennym blacie i po stole. Oczywiście on bardzo się tym przejmuje.


I wydaje mi się nawet że on wie, żeby na stół nie wchodzić i żeby nie spacerować po kuchence i nie wskakiwać na blat. Ale oczywiście wchodzi tam kiedy chce.

Co więcej, on na stole śpi w najlepsze! Ma chyba w głębokim poważaniu nasze zakazy, jak to kot ;)


Na początku wchodził tam wtedy jak nas nie było lub nie widzieliśmy - wiem, bo znajdowałam ślady łapek lub sierść.

Chociaż są miejsca gdzie Andrzej nie wchodzi - ale to chyba niezależnie od tego czy jest zakaz czy go nie ma- on po prostu tam zaglądać nie chce.

Pewnie jestem za leniwa na to żeby go tego oduczyć, a może kota nie da się tak nauczyć, tylko trzeba zaakceptować co właściwie już dawno zrobiłam.

A jak jest u Was? Są miejsca gdzie koty mają absolutny zakaz wstępu i tego zakazu przestrzegają? Jeśli tak - to jak tego dokonaliście?  ;)

26 komentarzy:

  1. Ojjj u mnie to samo. :D Jak wracam do domu, Maciek nie dość że na stole to nie daje się zgonić, obraża się :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja kota nie ograniczam, niech łazi gdzie chce, jest tylko jedna zasada - jak jem przy stole to nie chcę mieć kociego ogona w zupie. On jakby to rozumiał i jakoś nigdy nie wchodzi na stół kiedy jemy... choć go tego nie uczyłam. I na blaty w kuchni nie wchodzi ale też nigdy go nie oduczałam, sam się naumiał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mojemu coś podpasuje z mojego obiadu to nieszczególnie jest zainteresowany moją opinią na ten temat, po prostu siada na przeciwko (czasami siada obok i w ogóle odpycha mnie od talerza) i zjada co mu pasuje :D

      Usuń
    2. Mój nie lubi moich obiadów, bo co ja mu mogę zaoferowac? Kurczaka z supermarketu? Jak on w misce ma mokra karmę która kosztuje dziennie tyle co kurczak dla nas na 3 dni:| Jedyny wykatek to jest jak jest na obiad ryba ale też nie zwykła jakaś sklepowa tylko łosoś ewentualnie pstrąg od Amiszów (wyczuwa sklepowego a ekologicznego). Jak mu dałam friskis (?) To się na 3 dni obrazil...:/ w dodatku mnie w ogóle nie słucha, wujek twierdzi ze to obywatel wiec powinnam do niego po angielsku mówić :D

      Usuń
    3. Hahaha, jeśli chodzi o jedzenie to mam dobrze, bo Franek uwielbia puszki z Rossmanna, które kosztują po 2 zł, jak raz chciałam mu zrobić przyjemność i kupiłam mu opakowanie czegoś wykwintniejszego (nie pamiętam, Sheba? Purina?) to popatrzył na mnie z pożałowaniem i przyniósł sobie w pysku saszetkę za złotówkę :D

      Usuń
    4. Co do pasztecików z rossmana - nie wiem co one w sobie mają (a może raczej nie mają) ale to jedyne z których Andrzej nie zrezygnował i nie marudzi przy nich nigdy! :) Przy innych, nawet tych najlepszych potrafi nieźle kręcić nosem :(
      Kropka to masz bardzo wykwintnego kota - on może dla Ciebie testować jedzenie, czy spełnia wszystkie normy zdrowej żywności ;)

      Usuń
  3. Mój Franciszek chyba nie zna słowa "zakaz". Chociaż np. nauczył się żeby nie zasypywać swoich dzieł w kuwecie - jak to facet, musiał pokazać swoją siłę i zakopywał wszystko z taką werwą, że większość lądowała na pokoju. Czasami mu się przypomni i zaczyna coś tam grzebać, ale po usłyszeniu czegokolwiek (nieważne czy jest to "przestań", "wyjdź stamtąd" czy "śnieg pada") przypomina mu się, że chyba zabronili kopania. Natomiast otwierania drzwi od szafy i czekania aż się zamkną z hukiem (powiedzmy 20 razy pod rząd) oduczyć się go nie da :) jak ma ochotę to śpi na laptopie, na lodówce, na półce nad kuchnią (ach ta sierść w kawie czy obiedzie) i jakoś nieszczególnie się przejmuje czy może.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym zakopywaniem ciekawie że go oduczyłaś! Andrzej też kopie zbyt energicznie ;)

      Usuń
    2. Jak zaczynał kopać to go 'wypychałam' z kuwety i mówiłam 'nie wolno' i jakoś po dłuuugim czasie nauczył się :D

      Usuń
  4. Nie od dziś wiadomo,że w kuchni najlepiej spędza się czas:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie ze stołem jest to samo! Witek wie, że mu nie wolno, a i tak się tarabani na stół. Ucieka dopiero jak ja podchodzę, żeby go ściągnąć....czyli wie, że nie wolno, ale daje mi do zrozumienia, że ma to w głębokim poważaniu ;) Drugim miejscem, gdzie kotu nie wolno wchodzić jest szafa...oczywiście, jak tylko otwieram szafę przybiega kot i próbuje się załadować...a w nocy walczy, mając nadzieję, że kiedyś uda mu się przesunąć drzwi szafy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, szafa z ubraniami to też ulubione, zakazane miejsce ;)

      Usuń
  6. oj jak ja bym chciała mieć kota, nawet takiego, co wchodzi na stół, ale nie mogę bo mój mąż okropnie kotów nie lubi. Dla dobra kota nie sprowadzę go do naszego domu. Twoje kocisko jest super, piękny bardzo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mój niby też nie lubi, a jak zobaczy małego słodziaka to od razu "puci puci" jest :D

      Usuń
    2. Może kiedyś sam się przekona, kto wie ;)

      Usuń
  7. U mnie jest tak samo! Z chłopakiem na działce mamy 4 trzymiesięczne pociechy i również nie za bardzo przejmują się one jakimikolwiek niepisanymi zasadami czy czasami nawet nami! A jak się je zgoni ze stołu czy blatu to są przeogromnie obrażone! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja Beza jest tak rozdziadowana, że jej wszystko wolno, łazi tam, gdzie chce. Jedyne zakazane miejsce to szafa. Poprzednia kicia bardzo często spała w szafie pod ubraniami, nawet miała tam podusię, ale ona zalegała i spała, a Beza wspina się po ciuchach i niszczy pazurami. Szafa niedostępna i tyle.
    Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najważniejsze że Beza przestrzega zakazu :)

      Usuń
    2. Szafa zamykana jest na klucz, ale nie wiem, nie wiem czy nie opanuje techniki otwierania za jakiś czas. Pewnie trzeba będzie wyjmować klucz z zamka.
      Ania

      Usuń
  9. Tak. Udało mi się odczuć Lili całkowitego zakazu wchodzenia na stół i blat. No chyba że zostawię tam coś smakowitego to wtedy zdarzy jej się wskoczyc. Jak tego dokonałam ? Nie ważne co robiłam zawsze przerwałam tę czynność gdy tylko kot wskakiwał tam gdzie mu nie wolno. Zdejmowałam ją za skórę na karku tak jak matka łapie młode i Zdejmowałam podtrzymując za okolice ogona i wykonując ruch jakbym ją uderzała .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To gratulacje, świetnie że udało Ci się tak nauczyć Lili!

      Usuń
  10. U nas nie obowiązują żadne zakazy (poza brakiem wstępu do łazienki, bo wchodzą w dziurę pod wanną i wyjść nie chcą :p), bo właśnie, to i tak nie ma sensu, kot zrobi co zechce jak nikt nie patrzy, to po co siebie i jego męczyć jakimś przeganianiem :D Bure potrafią wylegiwać się na blacie kuchennym podczas gotowania i nikomu to nie przeszkadza :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Widzę, że w takim razie mój Nutuś nie jest jedynym kotem, który ma zasady w wielkim poważaniu. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Moje kocie tez sobie nie robi nic z zakazow. Na stol raczej nie wchodzi, na blat kuchenny juz sie prawie oduczyl, ale sporadycznie wskoczy zeby pokazac jak bardzo chcemu sie pic :) a najbardziej to uwielbia 'pielic' czytaj zalatwiac sie w kwiatki na ogrodzie pomimo iz ma zakaz zblizania sie do nich! - jak widac niezbyt sie tym przejmuje ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy z Andrzejem za każdy komentarz i odwiedziny na blogu :)